Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty

12/11/2015

Kolumbijskie opowieści: Historia bez tytułu, nr 100

To mój setny post.
Za mną 100 dni samotności (jak dobrze, że nie sto lat!). Zegar odliczający dni od tego co minęło zatrzymał się i trwa cierpliwe odliczanie do tego co będzie. 
Z tej okazji mam historię bez tytułu. Bez określania, bez nazywania, jedyne warunki: czas i miejsce.


Dawno, dawno temu...

To był jeden z niewielu słonecznych dni w Bogocie. Wiele godzin później siedziałam już w samolocie do Europy. 

Kradliśmy światło - najpierw pojedynczej kalii tuż przy kamiennej fontannie. Później upozowałam go z papierosem w cieniu, tam gdzie było więcej ciekawych kontrastów. Słońce było kapryśne i szalone - a to paliło skórę, a to okrywało się szczelnie szarością chmur. A my - biała i czarna plama - skakaliśmy jak dwa koty od światła do cienia, mając dla siebie 36 kadrów wspomnień.








Fot: Nilson Beltran, Sylwia Włodyga


4/13/2014

Baśń o Breslau.




Dawno temu było Miasto.  Nie było to wielkie miasto. Płynęła przez nie rzeka, skręcając się w delikatne serpentyny. Miasto miało setkę ramion, trzymających pieszczotliwie fragmenty własnego ciała, podzielone przez rzekę.  Dobra rzeka obserwowała od dołu miasto, jego stalowe ramiona, karmiona odbiciami mieszkańców i rzadkimi przebłyskami światła.

Czasem mieszkańcy tak długo wpatrywali się w Rzekę, że ich ciała zastygały bez ruchu, twardniały i przybierały kolor ziemi. Jedyną pamiątką po ich człowieczeństwie były dusze – zwiewne, jak różowe i białe kwiaty. Te drzewa – duchy stoją w Mieście, kłując Ciemność.

Ciemność lubiła oblepiać budowle miasta, przywabiana pięknymi detalami fasad. Zostawała tam na stałe, usypiając kolory swoim narkotycznym tchnieniem. Ciemność - wielbicielka sztuki zawsze szukała roślin wykutych w kamieniu, pnączy, po których spływała aż na bruk, rozlewała się pod stopami, wymieniając pieszczoty ze światłem.  Nad ranem budynki strząsały z siebie mrok, który odpadał od nich szary i miękki, najedzony do syta pięknem. Reszta ciemności zostawała na zawsze w fasadach, stając się duszami budynków. Kiedy dusze obejmowały światło nad Miastem niebo stawało się szare. Zaś Mieszkańcy myśleli, że Miasto to nie tylko kamień, drewno i stal, ale kolejna żywa istota do kochania.



 

3/07/2014

Projekt: ciało. Część druga.



Ten post ma związek z bardzo ciekawą akcją. W zeszłym roku wzięłam udział  w fotograficzno - antropologicznym projekcie Klary. W tym roku przyszedł czas na powtórkę i wygląda na to, że jej pomysł, początkowo związany z pracą magisterską, rozrasta się o kolejne wywiady, kolejnych modeli i kolejne sesje. Szalenie się ucieszyłam, że powtórnie mogę wziąć w nim udział i stać się częścią tak fajnego przedsięwzięcia! 



Projekt: ciało. O co chodzi?
 Jak tłumaczy Klara:  Projekt dotyczy ludzkiego ciała i jego codziennej percepcji przez ka¿dego z nas. Ciekawi mnie to, co dzieje się z ciałem na co dzień. Jak je pielęgnujemy, jak żywimy, jak się ubieramy, jak postępujemy z ciałem w chorobie. Wraz ze swoimi rozmówcami zastanawiam się, dlaczego tak działamy, czym kierujemy się w dokonywaniu wyborów, skąd pochodzą nasze motywacje i jak je realizujemy. Czy ciało to zawsze sposób na kreowanie wizerunku, jak chce popularny dyskurs podkreślający potrzebę indywidualizmu we współczesnym świecie Zachodu? A może są inne sposoby patrzenia na nie?

(...)Każdy z moich rozmówców staje mniej lub bardziej nago przed aparatem fotograficznym, by doświadczyć swojej cielesności w nowy sposób. Następnie ogląda siebie, widzianego okiem fotografa. Czy to doświadczenie pozwala spojrzeć na siebie z innego punktu widzenia?

Moja powtórna sesja już pod koniec marca - ekstra! Gorąco zachęcam do zapisywania się lajkowania, szerowania i śledzenia fanpage'a projektu, choć kiedy ostatni raz sprawdzałam miejsca były na wyczerpaniu.

Jestem tutaj! Pierwsze zdjęcie od lewej strony!

Strona projektu - www


Zdjęcia: Klara Keler/ Projekt: ciało

Edycja: ja

3/01/2014

Migawki lutowe.

 W lutym...

Dotykałam delikatnych pączków na drzewach. 
Chodziłam po Saskiej Kępie i zakochiwałam się w każdej uliczce.
I po cichych ulicach Grochowa. 
Wypatrywałam murali
Fotografowałam umierające posiadłości.
Sprawdzałam jak pachnie powietrze za starymi bramami domów. 
Czytałam "Warstwy, czyli obrazy miasta" Grzegorza Kossona.
Wygrałam książkę z podpisem Anne Rice (!).
Marzyłam o Genewie.
Śniłam o wilkach.

A Ty? 















2/18/2014

W lutym cieszy mnie...

W lutym spaceruję z psem po parku i patrzę na matki z dziećmi w wózkach. Odkąd przeprowadziliśmy się na drugą stronę Wisły, życie płynie nieco wolniej, jakby zamknięte w szklanej kuli. Park przypomina tekturową makietę bez życia, z krwiożerczymi drzewami jak u Tima Burtona. Jest niby - trawa, jest niby - słońce, jest ciepło, ale nie ma jeszcze tych świeżych wiosennych zapachów, które unoszą, uwodzą.

Mimo wszystko ta niby wiosna cieszy mnie! A oprócz niej...

1. Lhasa de Sela. Amerykańsko - meksykańsko wokalistka, która komponowała w trzech językach: angielskim, francuskim i hiszpańskim. Totalnie mną zawładnęła, bo jej muzyka to i mistycyzm, i dziwna tęsknota, i melancholia. Jest w tych dźwiękach i niskim głosie Lhasy coś pierwotnego jak odgłos bicia serca, niepokojącego i fascynującego zarazem. Niestety, Lhasa zmarła na raka piersi przed paroma laty, co ze smutkiem odkryłam na początku przygody z jej muzyką...


2. Estes Pinkola Clarissa i "Biegnąca z wilkami. Archetyp dzikiej kobiety w mitach, podaniach i legendach".

Książka - legenda autorstwa hiszpańskiej autorki Clarissy Pinkoli Estes. Książka, którą "każda kobieta powinna przeczytać". I tu gdzie powinny popłynąć słowa wartkim nurtem, tam pojawia się tama. Bo to nie książka, tylko podróż: w siebie, w sny, na pustynię, podróż trudna, ale ciekawa i pożyteczna. Autorka (antropolog i psycholog w jednym) używa pięknego, metaforycznego języka, a książka wydaje się być jednym wielkim cytatem pobudzającym myśli, będącym wyzwaniem...Wciąż czytam, przebywając gdzieś na południu. Ciągnie mnie do Ameryki Południowej, gorących kolorów, wielobarwnych ptaków...Zarówno Lhasa, jak i Estes dobrze mnie trzymają w tych rejonach.


"sztuka jest niezwykle ważna, bo upamiętnia pory roku duszy albo szczególne lub tragiczne wydarzenia w podróży duchowej".
                                                                                         - cytat z "Biegnącej z wilkami"

                                                                   
3.  Zaz - "Zaz".  Towarzyszyła mi w drodze powrotnej z Paryża, cały jej debiutancki album jest moim odczuciu wręcz znakomity! Pozytywny, pasuje do porannych, figlarnych promieni słońca.





 4. Kolczyki.


Prezent. Może to głupie, może infantylne, ale noszenie ich poprawia mi nastrój. Lubię ich blask oraz chłodny dotyk kryształu. 


 5. Świeczniki.


Mam dwa ulubione, które zapalam wieczorem i stawiam na parapecie okna, czekając na Niego. W Nowym Domu są doskonale widoczne z okien i nieco przypominają mi o Oslo, zwyczaju stawiania lampionów przed wejściem...





2/11/2014

Jane, Jane! Jane Eyre w Haddon Hall.


Za oknem niby wiosna, a niby nie, za to krople uparcie uderzające o rynnę przenoszą mój umysł do Anglii. Mój nos czuje zapach kurzu i wilgoci, dłonie dotykają kolczastych róż, a usta otwierają się z zachwytu na widok czarodziejskiego ogrodu.

Zdjęcia z Haddon Hall leżały sobie na dysku kilka miesięcy. Którejś nocy, mój umysł opuściła angielska mgła. Oglądam sobie Jane Eyre w wersji BBC z 2006 roku (najlepsza!) i nagle rozpoznaję wejście do zamku, w którym były kręcone zdjęcia. To Haddon Hall, w którym byłam w sierpniu i nawet nie wiedziałam, że to było filmowe Thornfield.  Sacrum znów przeniknęło do profanum, czyniąc mnie, wielbicielkę twórczości sióstr Brontë, szczęśliwą.

W skrócie: Haddon Hall to średniowieczna posiadłość położona nad rzeką Wye w Bakwekk, Derbyshire. Jej początki sięgają XI wieku. W przeszłości była siedzibą Diuka Rutlanda, obecnie należy do rodziny Lorda Mannersa.

Stopniowe oczarowanie można zacząć budować już w starej kaplicy z intrygującymi freskami na ścianach, istnym memento mori. Kościotrupy otoczone delikatnymi kwiatowymi ornamentami były przeze mnie namiętnie fotografowane ;) Zamek. Chodziłam po komnatach z ciepłym, malarskim światłem i korytarzach wyłożonych drewnem. Przestronny główny hall zachwyca, spacer po nim to przyjemność. Lecz nic nie równa się z ogrodem, do którego wyjście pojawia się niespodziewanie. Nawet w deszczu i pod ołowianym niebem jest to przestrzeń bajkowa!  Tajemniczy ogród pełen róż, lawendy. Kompletnie straciłam głowę. Z tej części zamku widać maleńki mostek nad rzeką, akurat przepływał łabędź a wiatr ciągnął mnie za włosy...No i już, piękne wspomnienie gotowe.

Niestety, w trakcie zwiedzania padła mi bateria w aparacie i nie zrobiłam tylu zdjęć, ile chciałam.

Jeśli będziecie mieli okazję przebywać w tej części Anglii, to koniecznie odwiedźcie Haddon Hall. Nawet, jeśli nie kręcą Was losy Jane Eyre. Powiadają, że Haddon Hall to jeden z najstarszych i najbardziej romantycznych obiektów w Anglii (w końcu tyle razy kręcono tam przeróżne romanse...). 


 














Plan posiadłości, wikipedia.com


Filmowcy namiętnie najeżdżali Haddon Hall, kręcąc tam kolejne wersje opowieści autorstwa Charlotte Brontë , m.in. znakomity mini serial BBC z 2006 roku z utalentowaną Ruth Wilson i Toby'm Stephensem. W zamku powstały też ujęcia do najnowszej ekranizacji powieści z Michaelem Fassbenderem i Mią Wasikowską. Przepiękna posiadłość będzie można ujrzeć także w starszej ekranizacji "Opowieści z Narnii" - Srebrnym krześle (zobacz tutaj)

Jane Eyre (2006)


Wnętrze kaplicy
Michael Fassbender i Mia Wasikowska, Jane Eyre (2011)

W ogrodach Haddon Hall, Jane Eyre (2011)

2/08/2014

Z mojego telefonu: styczeń



"I love this hour
When the tide is just turning
There will be an end
To the longing and yearning
If I can stand up
To angels and men
I'll never get swallowed
In darkness again"











                                       
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka