Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piękne miejsca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piękne miejsca. Pokaż wszystkie posty
5/16/2014
12/02/2012
Sen o Oslo.
Zapach cynamonu przyciąga mnie do
torebki, w której przywiozłam boller, czyli norweskie bułeczki.
Opuściłam otulony chmurami kraj, aby wrócić do słonecznej
Warszawy.
Do Oslo miałam wylecieć już dwa
tygodnie temu, niestety lot został odwołany z powodu mgły. Kiedy
już straciłam nadzieję na wyjazd, okazało się, że moje bilety
zostały przebukowane na odpowiadający mi termin (Yupi! Dzięki,
Wizzair!).
Mój pierwszy w życiu lot (tak!) i
pierwsza wizyta w Norwegii wydawały mi się czymś całkowicie
nierealnym, i im częściej o tym myślałam, tym bardziej się
utwierdzałam w tym przedziwnym uczuciu.
Przyznaję, że Oslo nie było na
szczycie listy moich podróżniczych marzeń. Jednakże idea wyprawy,
odkrycia nowego, wyzbycia się domowego komfortu owładnęła mną
totalnie! Podobnie jak tęsknota za widokiem morza.
Jakie jest moje Oslo?
Przybyłam w nocy. Zauroczyły mnie
wzgórza oraz skały i rozświetlone okna norweskich domów,
wyglądających jak przyklejone do makiety. Norwegowie kochają
światło i przestrzeń – widać to zwłaszcza w centrum miasta. Po
raz pierwszy objęłam Oslo spojrzeniem z dachu Opery. Ujrzałam cud
światła oraz wody...oraz Zorzę Polarną! To było przejmujące jak
towarzyszące mi podmuchy zimnego wiatru.
Widziałam maleńkie, zielone cmentarze
i kilka drewnianych kościołów.
Zauroczyły mnie świece oraz pochodnie stawiane w porcie, przed sklepami oraz kafejkami. Wejdźcie, ogrzejcie się! - mówiły.
Zauroczyły mnie świece oraz pochodnie stawiane w porcie, przed sklepami oraz kafejkami. Wejdźcie, ogrzejcie się! - mówiły.
W Oslo nie ma nic brzydkiego! Żadnego miejsca, budynku, skrawka
przestrzeni. Styl architektoniczny jest jednolity, budynki są
podobnej wysokości, i często stanowią fantastyczny mariaż
stylowej, czerwonej cegły oraz szkła.
Jeśli zapragnę zobaczyć fiord, wystarczy, że wsiądę w
autobus. I pomknę serpentyną drogi ku lasom z omszonymi kamieniami
i karłowatymi drzewami, aby za ich kurtyną ujrzeć spektakl surowej
przyrody.
Co lubię w Oslo?*
Morze. Za to, że jest, otacza, daje moc.
Tłuste mewy (łaciate!)
Powitania z kierowcą autobusu.
Możliwość picia wody prosto z kranu
Cudowny Park Rzeźb! I rzeźby stojące ot tak, w mieście.
Zapach cynamonu
Urokliwe, skandynawskie domy. Białe, czerwone, z drewnianymi
rzeźbami przywodzącymi na myśl styl Wikingów.
Dziwaczne, powykręcane drzewa, niczym z klimatycznego horroru
Bliskość natury
Niecałe trzy dni spędzone w chłodnej i wilgotnej rzeczywistości. Mało czasu, pośpiech, mnóstwo zdjęć i filmów. W tym czasie udało mi się podać dłoń surowej i majętnej Norwegii, poznać pewną przesympatyczną mieszkankę Chile, która uczyła jak poprawnie wymawiać nazwę jej kraju, odwiedzić wystawę, zobaczyć jak wielu Polaków znalazło tam miejsce do życia i zrozumieć, że chciałabym tam wrócić w lato - kiedy port jest pełny łódek, żaglowców i jachtów, a mieszkańcy miasta wylegują się na trawie w centrum i robią grilla.
Chciałabym oddalić się od uporządkowanego miasta i udać się tam, gdzie przyroda jest dzika, fiordy zachwycają potęgą, a morze nieujarzmione.
Norwegio, poczekasz na mnie?
* Czego nie polubiłam ?
Chciałabym oddalić się od uporządkowanego miasta i udać się tam, gdzie przyroda jest dzika, fiordy zachwycają potęgą, a morze nieujarzmione.
Norwegio, poczekasz na mnie?
* Czego nie polubiłam ?
1. Norweskiego chleba. Smakował gumowato. Dodatkowo w sklepach był
niesamowicie mały wybór nabiału.
2. Cen w Oslo. W najtańszym sklepie kupiłam duży jogurt za 15 nok
(ok. 8 zł), ceny w komunikacji miejskiej 3. także były powalające.
4. Ciemności, która pod koniec listopada nie ustępuje nawet o 8.30
rano.
5. Norweskiej ideologii dotyczącej wychowania dzieci...
6. Sztucznych uśmiechów Norwegów.
7. Dążenia do społecznej i wizualnej jednolitości.
9/05/2012
Piękne miejsca: Szafranowy pokój Ani
To jest Ania. Ania lubi fioletowy kolor, miłe w dotyku
obrania, pudełka, zakupy w Ikei, Norwegię, Salvadora Dali, gorzką czekoladę i sałatki owocowe. Nie lubi słowa „wczasy”,
ludzi, którzy nieładnie pachną, szorstkiej pościeli, pozowania do zdjęć oraz napuszonych
włosów.
Anka jest jedną z najbardziej uzdolnionych osób, jakie znam.
Ma niesamowity talent do tworzenia ślicznych cacuszek i szycia. Udało jej się
opanować język norweski i obronić pracę licencjacką o XIX – wiecznej Warszawie.
Oprócz tego robi przepyszne tosty i babeczki, których jeszcze nie miałam okazji
próbować ;) Obecnie polubiła się ze stempelkami oraz scrapbookingiem, czego
efektem są dwie prześliczne kartki, które mi ofiarowała.
Znamy się i lubimy od czasów liceum, w którym obie uczęszczałyśmy do klasy plastycznej. Tak się też złożyło, że za moją namową trafiła na
tę samą uczelnię i ten sam kierunek co ja. Mimo że obie mieszkamy w Warszawie,
widzimy się stanowczo za rzadko. A kiedy już to następuje to zwykle jest
wspaniale.
Bo widzicie, uwielbiam, kiedy Anka mnie do siebie zaprasza, a
dodatkowym smaczkiem jest jej pokój będący idealnym odbiciem gustu i zamiłowań właścicielki. Najpiękniejszy pokój, jaki widziałam. Pomalowany
na szafranowy odcień żółci, dopieszczony i pełen urokliwych drobiazgów. Nawet Ania docenia swój mały, przytulny świat, mówiąc, że trudno byłoby się z nim rozstać, jeśli musiałaby się przeprowadzić...;)
![]() |
| Przepiękna narzuta na łóżko. Totalnie mnie zauroczyła! |
![]() |
| Pudełkowy świat. |
![]() |
| Czerwonego motyka zrobiłam dla A. własnoręcznie. Cieszę się, że wciąż wisi! |


![]() |
| Miniaturka orchidei. Prezent ode mnie. W kubeczku: zielona herbata z opuncją. |
![]() | |||
| Stojak w kształcie skrzypiec - zdecydowanie mój ulubieniec! |

Widok na ogródek i cichą zieleń działa na mnie uspokajająco. Cała okolica, w której znajduje się mieszkanie Ani jest niezwykle przyjemna, z falującymi rzekami uliczek, przy których przycupnęły małe, ładne domki, których lokatorzy nierzadko są posiadaczami czterech odnóży:
Aniu, dziękuję mi, że pozwoliłaś wtargnąć z aparatem do swojego szafranowego królestwa!
Pozostaje mi trwać w nadziei, że spodoba Ci się (a także Wam!) wizja Twojego pokoju okiem mojego obiektywu.
Pozostaje mi trwać w nadziei, że spodoba Ci się (a także Wam!) wizja Twojego pokoju okiem mojego obiektywu.
Mamy z Anką taką małą tradycję robienia sobie prezentów. Najczęściej są to przedmioty wykonane własnoręcznie, choć nie tylko. Jako że nie widziałyśmy się ponad rok, trochę się tego uzbierało :) Napiszę jedynie, że kiedy otwierałam kolejne paczuszki, to nie mogłam powstrzymać okrzyków zachwytu. Dlatego rzeczom, które wykonała dla mnie moja prze- zdolna Ania poświęcę nowy post - naprawdę, jest czym cieszyć oczy.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)














































