piątek, 6 stycznia 2012

Jak wygląda świat, kiedy życie staje się tęsknotą?*



 
 
 
Obudziłam się i zerknęłam na białe niebo. Śniegu nie było nawet w Święta, choć niektórzy go wyczekiwali. Zaczął się Nowy Rok i presja Nowych Postanowień. Ten niezwykły moment, zostawienie starego za sobą, wymiecenie go za drzwi, jest pretekstem do zmian. Nie czynię „postanowień”, bo nie potrzebuję ich, jedynie myślę o małych kroczkach i dużych krokach.

To był dobry rok, nie przesadzę, jeśli nazwę go rokiem spełnionych marzeń. Myślę o urodzinach, które były czymś o wiele ważniejszym niż urodzinami:). Wspominam z tęsknotą podróż do miejsca, które pragnęłam zobaczyć już od wielu lat. Cieszę się z podjętej nauki języka, którym chcę dobrze władać. Czuję zadowolenie, że wykorzystałam poczucie mocy i odświeżyłam zakurzone zaległości w skupieniu na własnym zdrowiu. Dużo poznałam, w sobie i w innych, których mogę nazwać bliskimi, a czasem nawet Przyjaciółmi. Uczyłam się, łapałam inspiracje. Niezależnie od podsumowań, ważny jest uśmiech na mojej twarzy, z którym wchodzę za nowe drzwi, pozostawiając stare nieco uchylone, by czasem zajrzeć za nie i podglądać ciepłe wspomnienia.

Zwykle zima mnie przygnębia. W połowie lutego dostaję szału (jest jeszcze na to szansa). Teraz przegapiłam „depresyjne stany”, krótkie dni bez słońca…Ciemność wydaje się nawet ciepła i bezpieczna, okrywająca dzień jak ciężka kotara na teatralnej scenie. Łatwiej o „życie we własnej głowie”, z daleka od hałasu lata, wrzasku jaskółek, ludzkiego ożywienia. Życie toczy się wolniej, przynajmniej na zewnątrz. Czas jednak nie jest leniwy i doznał jakby przyspieszenia.

Twórcze potrzeby mam ochotę wykorzystywać w przygotowywaniu jedzenia. Wyciągam dawno nie ruszany aparat. I jestem zadowolona z tego, co widzę.
 
 
 
Trufle czekoladowe. Z przepisu Ani ze Strawberries from Poland. Ręce całe w lśniącej czekoladzie. Słodycze aksamitne w smaku, lekko słodkie, pod puszystą warstwą kakao.

 
 
Sernik kajmakowo - makowy według Liski. Kremowy i aromatyczny.

 
 
* Olga Tokarczuk, Dom dzienny, dom nocny

sobota, 10 września 2011

Tam, gdzie rosną dzikie trawy

Minął już ponad rok od momentu, kiedy ostatni raz pozowałam do zdjęć tej zdolnej dziewczynie. Ostatniego dnia sierpnia zostałam zaproszona przez Klarę na spontaniczną sesję w plenerze. Już drugi raz stanęłam przed obiektywem jej aparatu (oczywiście analogowego). Tym razem, zdjęcia są w kolorze.
 
Zaszłyśmy daleko, może nie za góry, lasy i rzeki :). Minęłyśmy podmokłe łączki z wyrastającymi z wody pałkami wodnymi, pachnące fioletem kwiaty przypominające wrzosy...Scenografią nie pogardziłby z pewnością mój zwariowany romantyk muzyki, Nick Cave. Doszłyśmy do miejsca na Ursynowie, w którym odnalazłyśmy swój mały, fotograficzny raj. Klara powtórnie zaprezentowała wachlarz pozytywnych emocji, czyniąc tę, skądinąd, nieco rozbieraną sesję, urokliwym spotkaniem z drugim człowiekiem, bardzo utalentowanym!

Wiem jedno: pozowanie wciąga. I niestraszne są jego trudy, słońce na obnażonej skórze, drapiące trawy, komary siekające łydki. Kiedy widzę taki efekt, nie chcę już pamiętać o wszystkich "poświęceniach", bo cóż one znaczą?  Poniżej część efektów sesji. Te fotografie bardziej eksponujące ciało postanowiłam zostawić dla prywatnych oczu :)





Mam nadzieję, że Klara ja i jeszcze raz podejdziemy do zagadnienia aktu. W końcu - do trzech sesji sztuka.

FOT. KLARA KELER 
WWW


środa, 10 sierpnia 2011

Witam, panie Herveaux!

Wampiromaniaczką jestem nie od dziś. Zainteresowanie krwiopijcami noszę w sobie od dziecka. W dorosłym życiu przekułam je na miłość do literatury wampirycznej (beletrystycznej i naukowej), filmów oraz seriali. O tych ostatnich piszę nie bez przyczyny. Podobno każdy człowiek ma swój serial. Moim jest True Blood, czyli polska Czysta krew.  Lecz dzisiaj nie będzie o wampirze. Będzie o wilkołaku. Dzięki mojej pracy, miałam dziś przyjemność poznać filmowego odtwórcę roli wilkołaka Alcide'a Herveaux'a  - Joe'ego Manganiello, który gości właśnie w naszym (dość chłodnym i ostatnio pochmurnym) kraju. Joe opowiadał o swojej dziecięcej fascynacji starymi horrorami, postacią Draculi i Frankensteina. Wspominał o ojcu i jego sycylijskich korzeniach...I oczywiście o swojej postaci z True Blood. Ujął mnie pogodny i wesoły ton tego wyluzowanego faceta. Kiedy prosząc o autograf, spytałam, czy jest zmęczony, odrzekł, że nie, bo ekscytuje go sposób, w jaki ludzie odbierają Czystą Krew.







ps. Lubię pisać. Zwłaszcza o mrocznej stronie księżyca

czwartek, 4 sierpnia 2011

I love...

...Bento!


Próbuję, próbuję, oglądam i tworzę od niedawna. Gdyby nie ten blog gdyby nie pewien przypadek, nie byłoby benta w wydaniu własnym. Mnemonique, dziękuję za inspirację!

A to moje pierwsze. Bento.

Brokuł. Pomidor. Ogórek. Papryka. Sałata. Jaja przepiórcze.



Ośmiorniczka u niektórych - ponoć- wzbudzała ślinotok. Wierzyć?





Ziemniaki. Jajka przepiórcze. Szczypiorek. Wędzony łosoś + panierowana feta z brokułem*



Przygotowanie bento sprawia mi ogromną radość, uwielbiam patrzeć na efekt końcowy i samą siebie zaskakiwać. Początki (nie)skromne, ale idę dalej i zobaczę, co droga benta niesie ;).

W tej inspirującej podróży duetu smaku i wyglądu sięgnęłam całkiem przypadkiem trochę dalej, na zachód od Japonii, do Korei. Poznałam delikatny, intrygujący makaron soba - przewiązany różowym papierkiem, leżący razem z braćmi w paczce, nie wygląda jak jedzenie.

Oto koreańskie kulki mięsne z przepisu Majany. Dla Niego mięso, dla Mnie soba.






*Przepisy: Panierowana fetaZiemniaczki z wędzonym łososiem (lekko przerobione przeze mnie)

środa, 27 lipca 2011

Lipcowe inspiracje

Natchniona pomysłem Ani vel Vespertine poczułam nieodpartą chęć stworzenia swojego zestawienia ulubionych ulubieńców, którzy zawładnęli mną w ciągu minionych tygodni. Gdzieś po drodze zgubiłam pełen napięć czerwiec. Lecz cóż, każdy człowiek jest odkrywcą własnych radości, a to są moje.



1.    Emily Brontë i angielskie klimaty

Kilka lat temu, kiedy pierwszy raz obejrzałam Wichrowe Wzgórza z 1992 r. z Ralphem Fiennes’em w roli Heathcliffa oraz Juliette Binoche jako Cathy wiedziałam, że ta historia zawładnie mną na zawsze. Szybko okryłam, że film został zrealizowany na podstawie powieści Emily
Brontë, pod tym samym tytułem.  Udało mi się odszukać w bibliotece mojej mamy egzemplarz Wichrowych Wzgórz, wydany jeszcze w latach 90., kiedy okładki nie przykuwały oka pięknem. Ta mroczna, ponadczasowa historia jest obok Wywiadu z Wampirem Anne Rice moją ulubioną powieścią. Wichrowe Wzgórza są jedyną powieścią szalenie utalentowanej Emily. Oprócz tragicznej miłości to dzieło jest także peanem dla przyrody angielskiej, surowej i dzikiej, ale jakże pięknej. Czasem wystarczy jeden rzut oka w niebo zasnute chmurami, a już mam ochotę biec na wrzosowiska i szukać swojej duszy między gałęziami drzew. Powieść jest warta kochania za cudowne słowa o miłości i ludzkiej naturze, zupełnie ponadczasowe, jakby niepasujące do niespełna 30 – letniej autorki. Film urzeka czymś jeszcze – nieziemską muzyką Ryuichi Sakamoto, w której jest wszystko: groza, eteryczna delikatność i wszechobecna melancholia.





2.   Rowery holenderskie

Rower górski jest nie dla dla mnie. Nie wiem czemu. Wygoda, szybkość, ok. Jednak wolę obraz dziewczyny w lekkiej sukience, jadącej powoli w zgiełku miasta z koszykiem przy kierownicy, najchętniej wypełnionym ledwo co kupionymi bagietkami i warzywami ;). Dopełnieniem tej nostalgicznej wizji był obraz zdobiący moją ścianę, przedstawiający urokliwy Amsterdam. Na pierwszym tle wybija się czerwony rower z piękną, symetryczną ramą. Zapatrzona w pierwowzór długo szukałam roweru idealnego. Koniecznie czerwonego, obowiązkowo z tą specyficzną ramą. Znalazłam go na aukcji i doznałam rowerowego olśnienia ;). To nie jest nowoczesny pojazd z różnymi bajerami. To raczej rower retro, o czym przypominają białe opony, dzwonek z delikatnym motywem kwiatowym i światełka na dynamo. Jak można się domyśleć, jest już mój i mogę cieszyć się przedmiotem, o którym marzyłam przez wiele lat. Przedmiotem z duszą.




3.   Japońskie Bento

Zaczęło się niewinnie, od odwiedzin na blogu Bento po polsku. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co to jest bento i o co w ogóle w tym wszystkim chodzi? Później z szybkością asteroidy wyłapywałam kolejne informacje o bento. A więc o co chodzi? Bento to japoński lunch, z pieczołowicie przygotowanych składników, które razem tworzą cieszącą oko kompozycję. Zachwyciło mnie podejście do jedzenia jak do sztuki, troskliwość przygotowania (nawet najdrobniejszych detali), różnorodność połączeń smakowych, zdrowy pomysł na potrawy (dominacja warzyw!). I te pudełka, pudełeczka - z przegródkami i pięterkami! Oszałamia ilość gadżetów służących do przygotowania bento: specjalnie foremki w kształcie zwierzątek, wymyślne wykrawaczki i urocze pojemniczki na sosy. Kiedy patrzę na proces tworzenia tego mini – cudu kulinarnego, to nasza polska kanapka + jabłko stają się wyjątkowo mizerną propozycją… Ujęło mnie to jedzenie tworzone z pasją i miłością, dlatego sama czynię nieśmiałe próby odtworzenia tego japońskiego patentu na polskim gruncie. Sztuka i jedzenie są dla mnie połączeniem idealnym! 


źródło: aibento.net

  
żródło: hawaiikawaii.net

źródło: japancast.net

4.   Emil Cioran

…Nie trać czasu na krytykowanie innych, ganienie ich dzieł; pracuj nad swoim, poświęcaj mu wszystkie godziny. Reszta to czcza gadanina albo wymysł. Trzymaj się tego, co w tobie prawdziwe albo nawet „wieczne”.

Słowa jego autorstwa uczyniłam moim przewodnikiem, gdy zaczynam błądzić w meandrach życia.

poniedziałek, 9 maja 2011

Paris, mon amour.

O zobaczeniu Paryża marzyłam od dawna. Co jest jasne, spory wpływ miał na to romantyczny, popkulturowy mit tego "miasta marzeń" obecny na kartach książek, taśmach filmowych i w ludzkiej wyobraźni. Każdy z nas ma w sobie wizję danego miejsca na ziemi, dlatego i ja chciałam mieć własny Paryż. Wyposzczona brakiem podróży, niczym sucha gąbka chłonęłam wszelkie wrażenia zmysłowe, czyniąc zapasy, które będą musiały wystarczyć aż do następnego razu. W stolicy Francji spędziłam tydzień, i mimo że plan zwiedzania był niezwykle napięty, a ilość wrażeń przytłaczająca i oszałamiająca, to nie było najmniejszej szansy ujrzenia choć połowy rzeczy, które warto zobaczyć. Jeszcze nie złapałam oddechu po dziełach Luwru, a już zachwycałam się katedrą Notre Dame. Czas kurczył się, wypychany kolejnymi kadrami z podróży, biały pył osiadał na butach i choć nogi już dawno czułam w gardle, szłam przed siebie, nienasycona, by poczuć jeszcze więcej, odkrywać i zapamiętywać. 


 W moim Paryżu lubię:

1. pozytywną energię ludzi siedzących przy stolikach, na mostach i na trawie, 
2. przybrudzone pyłem czasu paryskie nekropolie, które wcale nie są smutne,
3. zdobione mosty oraz  złote rzeźby lśniące w promieniach słońca,
4. najzieleńszą, oswojoną zieleń i delikatne kwiaty, których nigdy nie dość w parkach, przy uliczkach, na balkonach z arużowymi balustradami,
5. rozkoszne sklepiki z wypiekami: ciasteczkami, macarons, czekoladą, a także eleganckie sklepy, w których wszystko lśni, a sprzedawca nie potraktuje cię z góry, dlatego, że nie wyglądasz odpowiednio,
6. malutkie uliczki, w które można uciec przed gwarem, a w które było tak mało okazji, aby wejść!
7. podparyski Wersal, z cudownymi budynkami i pałacem Króla Słońce, kwiecista komnata Marii Antoniny, ach!
8. drewniane okiennice, którymi może poszczycić się większość paryskich okien,
9. Pola Elizejskie o zmierzchu koniecznie z bliską osobą,
10. Centrum Handlowe La Fayette, którego ażurowa, zdobiona w witraże secesyjna kopuła przyprawia o estetyczne palpitacje serca,
11. kierowców, którzy niespiesznie poruszają się po mieście, nie trąbiąc na przechodzących na czerwonym świetle przechodniów.
12. wieżę Eiffla, która z bliska ma piękne, ażurowe wykończenia przypominające kwiaty,
13. język francuski, brzmiący niczym poezja, 
14. miłość i dumę Francuzów w stosunku do swojej ojczyzny i dopieszczanie jej pod każdym względem,


W Paryżu lubię obrazy, bo mówią więcej niż słowa.
















































Jeśli tylko zmrużymy oczy, to zobaczymy, że Paryż śni nasze sny, z obojętnością przyjmuje zachwyty, pełen głębokiego zrozumienia dla własnej urody.


...........................................................................................................................................................
*W "moim" Paryżu nie lubię:
1. niesamowitej ilości śmieci
2. tłumów turystów, zwłaszcza Azjatów z wszędobylskimi aparatami
3. klaustrofobicznego metra o dziwnym, metalicznym zapachu
4. korków...

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Wiosennym szczęściem delektuj się


 
Długo każe na siebie czekać. Kiedy przychodzi, łatwo można ją przeoczyć. Cieszą mnie pierwsze pąki na drzewach, te dorodne i te skromne, rozwijające się w takim tempie, że mógłby je przeoczyć mało uważny obserwator. Wiosna wybucha zielenią, jest to prawdziwa erupcja. Liście kasztanowca, jeszcze wczoraj takie drobne, że zmieściłyby się mojej dłoni, dziś podwajają objętość. Coś, jakaś siła każe mi kierować swoje kroki do miejsc, których nie znam, a także tych, które znam, pielęgnując ich pamięć zimą, kiedy obrazy i wspomnienia zamarzają. Wiosna to oddech ulgi, pachnący, delikatny jaśmin, który śni mi się nocą. Magnolia wygląda jak delikatne ozdoby z bibułki przyczepione do drzew. Pod rozłożystymi magnoliami bawiłam się, kiedy byłam mała w państwie, które już dziś nie istnieje. Gałązka zerwana z podwórka. Jak się nazywają te kwiatki? Nie wiem. To spacery alejkami, którymi jeszcze nie chodziłam, stare domy, którymi się nie zdążyłam zachwycić. Ogromny, biały kwiat zerwany dłonią D.

Dla wielu osób maj jest taki piękny, bo w maju jak w gaju. Dla mnie kwiecień jest moim miesiącem. W kwietniu się urodziłam, to też czas białych i różowych drzew, pierwszy miesiąc najbardziej spektakularnego panowania wiosny. Od tego roku kwiecień będzie dla mnie znaczył coś jeszcze, coś ważnego, coś co zmienia życie. Szczęście!

Za kilka dni rozpoczną się czas panowania maja i moja pierwsza podróż do Paryża.
Czy wrócę z niej inna?

Tymczasem daję się złapać w rozkoszną pułapkę lenistwa i poddaję kulinarnym przyjemnościom.
 
P jak Pralinki
B jak Brokuł
S jak Szpinak



Czy w końcu przyszedł czas na twórczość kulinarną? A przyszedł, więc szykuję noże, deski, wyrzucam obierki, kroję i siekam, mam dłonie utytłane czekoladą. Fotografuję. Mogę iść spać o północy. W nagrodę dostaję uśmiechy niedowierzania przy świątecznym stole.

Sama je zrobiłaś? Pyszne!: Pralinki orzechowo – czekoladowe

(przepis z moimi małymi zmianami zaczerpnięty z tego słodkiego bloga)

Składniki:

100 g wafelków z nadzieniem z orzechów laskowych, pokruszonych
150 g orzechów laskowych
200 g nutelli
garść drobno posiekanych orzechów laskowych i płatków migdałów

Wykonanie:

Orzechy laskowe podpiekam kilka minut na patelni (można podpiec piekarniku, ja niestety nie posiadam tego cuda). Następnie obieram z łupin (łatwo odchodzą po wpływem ciepła) i siekam na drobne kawałki. Mieszkam posiekane orzechy z nutellą, pokruszonymi wafelkami i formuję kulki w dłoniach zwilżonymi wodą. Gotowe kulki obtaczam w migdałach i orzechach. Wkładam do lodówki, aby się schłodziły. Później wyjmuję i stwierdzam, że smakują podobnie jak Ferrero Rocher :). Wyszło mi około 20 całkiem sporych kulek, które mają tendencję do znikania w ciągu kilku godzin;).



 
Płatki migdałów podpiekam i wykorzystuję w...

Sałatce brokułowo– czosnkowej
 
Składniki:

1 brokuł (różyczki)
pół kostki sera feta
kilka ząbków czosnku
garść płatków migdałów
śmietana jogurtowa
opcjonalnie: wędzone chilli z czosnkiem (można znaleźć w sklepach Marks&Spencer)

Wykonanie:

Brokuł dzielę na mniejsze części i gotuję, aż będzie miękki. Wyciśnięty czosnek mieszam ze śmietaną, fetę kroję w kostkę. Ugotowany brokuł chłodzę, wrzucam na niego ser feta, kropię śmietaną z czosnkiem. Wkładam do lodówki. Chłodną sałatkę obsypuję prażonymi na patelni płatkami migdałów, które nabierają ciekawego, orzechowego smaku, który dodaje ekscytującego finiszu sałatce. Najlepiej smakuje po wyjęciu z lodówki.
 


   

Oprócz smaku brokuła, uwielbiamy liście młodego szpinaku. Zmieszane z pomidorkami koktajlowymi, świeżym ogórkiem i delikatną mozzarellą. Odrobina sosu z ziołami prowansalskimi wzmocnionymi solą czosnkowo – cebulową.

Efekt:





Życzę Nam wszystkim długiej i orzeźwiającej wiosny!