Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty

3/14/2012

W marcu cieszą mnie...*



1. Baśniowe i nierzeczywiste fotografie Laury Makabresku. Ciepło, intymność obrazu, która niemalże sięga obnażenia uczuć. Jednocześnie wibrujący mrok, niemy ból, delikatnie pieszczące granice świadomości. Znajduję w nich inspirację, piękno, ukojenie. I tak, mogę być jedną ze spotkanych przez nią dziewcząt.

2. Ta piosenka Nicka Cave'a. Do tego artysty mam słabość już od wielu lat, a muzyczna lektura utworu przekształca mnie w tańczącą marionetkę, pociąganą za niewidzialne sznurki :)

3. Ptaki, ptaszyny. Tłuste ptaszyny. Im tłuste, tym lepsze ;). Zauważyłam, że coraz więcej ich w pokoju. Te metalowe z delikatnym ornamentem wiszą przy oknie, te kolorowe i materiałowe, usadowiły się przy półce.









































 
Odfrunęłam.


3. Herbata Løv Organic. Organiczna herbata w cudownej, metalowej puszce z recyklingowanych materiałów (co jest na puszce? ptaszyna!). Zapach...rozkoszny,świeży, truskawkowy. Delikatny smak czarnej herbaty, która wcale nie smakuje czarną herbatą, z cząstkami czerwonych owoców. Najdroższa herbata, jaką piłam, może dlatego stoi, a ja tylko oddaję jej hołdy wzrokiem ;) 




Szalenie podoba mi idea pięknego, przyjaznego środowisku opakowania i jeszcze bardziej kuszącego wnętrza. Może za jakiś czas poznam jej nowe smaki, zwłaszcza Rose (różana) oraz Løv is pure (mieszanka zielonej herbaty i senchy). W Polsce herbaty tej firmy można nabyć tutaj 



 4. ... papryka, którą jem na surowo, w sałatkach, pieczoną,w zupie paprykowej (której zapach właśnie kusząco dolatuje w kuchni), w wersji wędzonej...






5. Okienko, czyli miejsce na często odwiedzanej przeze mnie ul. Polnej, które wchłonęło wcześniejszy nudny Kebab. Początkowo patrzyłam na mały, świeży punkcik kulinarny niemal z pogardą- "Belgijskie frytki? Pff", ale nadszedł dzień, kiedy skosztowałam i się wciągnęłam we frytkowy świat (sos tzaziki jest mmm). Cieszę się, kiedy przechodzę i widzę grupę spragnionych frytek licealistów, bo wiem wtedy, że to miejsce żyje, a szara ulica Polna zyskała drugi tak estetycznie pociągający punkt.

W marcu cieszy mnie myśl o kwietniu. O wiośnie. O oddechu, którego potrzebuję i zieleni, która litościwie przykryje brzydotę zmęczonych zimą podwórek. Wiosna jest kapryśna, ociąga się, ale jej siła tętni gdzieś pod ziemią, pod skórą, tymi warstwami zimna oraz ciemności, nagromadzonymi przez zimowe miesiące...

...które przetrwałam m.in dzięki tym lampkom.



* inspiracja wpisami Ani ze Strawberries from Poland

8/04/2011

I love...

...Bento!


Próbuję, próbuję, oglądam i tworzę od niedawna. Gdyby nie ten blog gdyby nie pewien przypadek, nie byłoby benta w wydaniu własnym. Mnemonique, dziękuję za inspirację!

A to moje pierwsze. Bento.

Brokuł. Pomidor. Ogórek. Papryka. Sałata. Jaja przepiórcze.



Ośmiorniczka u niektórych - ponoć- wzbudzała ślinotok. Wierzyć?





Ziemniaki. Jajka przepiórcze. Szczypiorek. Wędzony łosoś + panierowana feta z brokułem*



Przygotowanie bento sprawia mi ogromną radość, uwielbiam patrzeć na efekt końcowy i samą siebie zaskakiwać. Początki (nie)skromne, ale idę dalej i zobaczę, co droga benta niesie ;).

W tej inspirującej podróży duetu smaku i wyglądu sięgnęłam całkiem przypadkiem trochę dalej, na zachód od Japonii, do Korei. Poznałam delikatny, intrygujący makaron soba - przewiązany różowym papierkiem, leżący razem z braćmi w paczce, nie wygląda jak jedzenie.

Oto koreańskie kulki mięsne z przepisu Majany. Dla Niego mięso, dla Mnie soba.






*Przepisy: Panierowana fetaZiemniaczki z wędzonym łososiem (lekko przerobione przeze mnie)

7/27/2011

Lipcowe inspiracje

Natchniona pomysłem Ani vel Vespertine poczułam nieodpartą chęć stworzenia swojego zestawienia ulubionych ulubieńców, którzy zawładnęli mną w ciągu minionych tygodni. Gdzieś po drodze zgubiłam pełen napięć czerwiec. Lecz cóż, każdy człowiek jest odkrywcą własnych radości, a to są moje.



1.    Emily Brontë i angielskie klimaty

Kilka lat temu, kiedy pierwszy raz obejrzałam Wichrowe Wzgórza z 1992 r. z Ralphem Fiennes’em w roli Heathcliffa oraz Juliette Binoche jako Cathy wiedziałam, że ta historia zawładnie mną na zawsze. Szybko okryłam, że film został zrealizowany na podstawie powieści Emily
Brontë, pod tym samym tytułem.  Udało mi się odszukać w bibliotece mojej mamy egzemplarz Wichrowych Wzgórz, wydany jeszcze w latach 90., kiedy okładki nie przykuwały oka pięknem. Ta mroczna, ponadczasowa historia jest obok Wywiadu z Wampirem Anne Rice moją ulubioną powieścią. Wichrowe Wzgórza są jedyną powieścią szalenie utalentowanej Emily. Oprócz tragicznej miłości to dzieło jest także peanem dla przyrody angielskiej, surowej i dzikiej, ale jakże pięknej. Czasem wystarczy jeden rzut oka w niebo zasnute chmurami, a już mam ochotę biec na wrzosowiska i szukać swojej duszy między gałęziami drzew. Powieść jest warta kochania za cudowne słowa o miłości i ludzkiej naturze, zupełnie ponadczasowe, jakby niepasujące do niespełna 30 – letniej autorki. Film urzeka czymś jeszcze – nieziemską muzyką Ryuichi Sakamoto, w której jest wszystko: groza, eteryczna delikatność i wszechobecna melancholia.





2.   Rowery holenderskie

Rower górski jest nie dla dla mnie. Nie wiem czemu. Wygoda, szybkość, ok. Jednak wolę obraz dziewczyny w lekkiej sukience, jadącej powoli w zgiełku miasta z koszykiem przy kierownicy, najchętniej wypełnionym ledwo co kupionymi bagietkami i warzywami ;). Dopełnieniem tej nostalgicznej wizji był obraz zdobiący moją ścianę, przedstawiający urokliwy Amsterdam. Na pierwszym tle wybija się czerwony rower z piękną, symetryczną ramą. Zapatrzona w pierwowzór długo szukałam roweru idealnego. Koniecznie czerwonego, obowiązkowo z tą specyficzną ramą. Znalazłam go na aukcji i doznałam rowerowego olśnienia ;). To nie jest nowoczesny pojazd z różnymi bajerami. To raczej rower retro, o czym przypominają białe opony, dzwonek z delikatnym motywem kwiatowym i światełka na dynamo. Jak można się domyśleć, jest już mój i mogę cieszyć się przedmiotem, o którym marzyłam przez wiele lat. Przedmiotem z duszą.




3.   Japońskie Bento

Zaczęło się niewinnie, od odwiedzin na blogu Bento po polsku. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co to jest bento i o co w ogóle w tym wszystkim chodzi? Później z szybkością asteroidy wyłapywałam kolejne informacje o bento. A więc o co chodzi? Bento to japoński lunch, z pieczołowicie przygotowanych składników, które razem tworzą cieszącą oko kompozycję. Zachwyciło mnie podejście do jedzenia jak do sztuki, troskliwość przygotowania (nawet najdrobniejszych detali), różnorodność połączeń smakowych, zdrowy pomysł na potrawy (dominacja warzyw!). I te pudełka, pudełeczka - z przegródkami i pięterkami! Oszałamia ilość gadżetów służących do przygotowania bento: specjalnie foremki w kształcie zwierzątek, wymyślne wykrawaczki i urocze pojemniczki na sosy. Kiedy patrzę na proces tworzenia tego mini – cudu kulinarnego, to nasza polska kanapka + jabłko stają się wyjątkowo mizerną propozycją… Ujęło mnie to jedzenie tworzone z pasją i miłością, dlatego sama czynię nieśmiałe próby odtworzenia tego japońskiego patentu na polskim gruncie. Sztuka i jedzenie są dla mnie połączeniem idealnym! 


źródło: aibento.net

  
żródło: hawaiikawaii.net

źródło: japancast.net

4.   Emil Cioran

…Nie trać czasu na krytykowanie innych, ganienie ich dzieł; pracuj nad swoim, poświęcaj mu wszystkie godziny. Reszta to czcza gadanina albo wymysł. Trzymaj się tego, co w tobie prawdziwe albo nawet „wieczne”.

Słowa jego autorstwa uczyniłam moim przewodnikiem, gdy zaczynam błądzić w meandrach życia.

6/26/2009

Blogi kulinarne

Prowadzenie bloga internetowego to w dzisiejszych czasach norma. Blog jest formą pamiętnika, ale o tyle ciekawego, że publikowane myśli dajemy do wglądu innym użytkownikom. Wiadomo, tyle jest rodzajów blogów, co internautów.
Jednak warto zwrócić uwagę na typ internetowego pamiętnika, który rozwija się w ogromnym tempie – mowa o blogach kulinarnych.
Czym się różni blog kulinarny od innych form blogowania?
Otóż, cechuje go uniwersalność. Ot, każdy przecież je, a ludzie lubią dogadzać swoim kubkom smakowym, poprzez przyrządzanie rozmaitych dań.

Kolejną cechą bloga kulinarnego jest to, że każdy użytkownik może poczuć się mistrzem w tej dziedzinie. Wystarczy trzymać się przepisu podanego przez autorkę bloga (choć nieśmiało pokazują się także męskie blogi kulinarne), która doradzi lepiej niż suchy opis w książce kucharskiej. Istotna jest również relacja między twórcą a użytkownikami wystawiającymi komentarze, gdyż często pojawia się stosunek mistrz – uczeń. Osoby, które są stałymi gośćmi na blogach kulinarnych często „zarażają” się pasją pieczenia lub gotowania i otwierają własne strony, gdzie prezentują własne kulinarne dzieła.

Podobnie jak inne internetowe pamiętniki, tak samo blogi kulinarne tworzą coś w rodzaju społeczności, która integruje się poprzez tworzenie wspólnych akcji pieczenia i gotowania (np. „Z widelcem po Europie” czy „Wielkie grillowanie”). Twórczynie blogów znają się nawzajem, najczęściej tylko w sieci i wymieniają się przepisami.

Kuchnia jednoczy. Także panie, które szukają swego miejsca na świecie. Prowadzenie i kontaktowanie się przez bloga w ojczystym języku jest szansą na zachowanie namiastki polskości na obczyźnie. Przykładem jest mieszkająca w Walii Dorota z bloga Moje Wypieki (zdobywczyni nagrody za najlepszego bloga 2008) czy też Patrycja z Truffle in a rum chocolate, która bloguje w Irlandii.

Oprócz dzielenia się pasją kucharską blog kulinarny może być miejscem dla kreacji artystycznej. Przepisy często są obrazowane znakomitymi zdjęciami potraw, a ich opisy plastyczne i poetyckie (White Plate Liski, Trufla Patrycji).

Przepisy zamieszczane na blogach kulinarnych są różnorodne. Pojawiają się dania narodowe, egzotyczne, proste albo wyrafinowane. Jednakże koncepcja jest wspólna: radość z kucharzenia oraz idee slow food oraz comfort food ,czyli np. pieczenie domowego ciasta zamiast kupowania go w sklepie i czerpania z tego przyjemności.

3/20/2009

melodia mgieł

Czekając na na stacji metra, ujrzałam na infoscreenie coś, co mnie rozproszyło.Była to fotografia za mgłą. Szybko zapisałam dane fotografa i w domu znalazłam jego stronę.Kompozycje Jerzego Cierpickiego są zachwycające i wychodzą poza zwyczajną strukturę fotografii - mgła czynie je podobnymi do XIX - wiecznych pejzaży Romantyków.
Mgła jest tym środkiem, który niweluje współ
czesną ostrość obiektywu - zmiękcza, rozmywa świat, czyniąc go delikatnym i takim, jaki utrwalony został na fotografii sprzed wieku.
Resztę
zachwycających fotograficznych dzieł można zobaczyć na stronie Jerzego Cierpickiego.



Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka