12/11/2015

Kolumbijskie opowieści: Historia bez tytułu, nr 100

To mój setny post.
Za mną 100 dni samotności (jak dobrze, że nie sto lat!). Zegar odliczający dni od tego co minęło zatrzymał się i trwa cierpliwe odliczanie do tego co będzie. 
Z tej okazji mam historię bez tytułu. Bez określania, bez nazywania, jedyne warunki: czas i miejsce.


Dawno, dawno temu...

To był jeden z niewielu słonecznych dni w Bogocie. Wiele godzin później siedziałam już w samolocie do Europy. 

Kradliśmy światło - najpierw pojedynczej kalii tuż przy kamiennej fontannie. Później upozowałam go z papierosem w cieniu, tam gdzie było więcej ciekawych kontrastów. Słońce było kapryśne i szalone - a to paliło skórę, a to okrywało się szczelnie szarością chmur. A my - biała i czarna plama - skakaliśmy jak dwa koty od światła do cienia, mając dla siebie 36 kadrów wspomnień.








Fot: Nilson Beltran, Sylwia Włodyga


2 komentarze :

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję Marto, zawsze można liczyć na miły komentarz od Ciebie :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz:)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka