8/25/2010

"Szczęście. Proste jak szklanka, jak czekolada albo kręte jak ścieżki serca. Gorzkie. Słodkie. Żywe."

Dostałam prezenty z masy solnej. Tym bardziej cenne, bo robione „na próbę”, „pierwszy raz” i „nie wiedziałam, czy mi się udadzą”. Są rozkoszne i takie dziecięco - wesołe:).  Pachną smakowicie, solą i mąką. Pies nie mógł im się oprzeć;). Czuć od nich też farbę akrylową, którą zostały pomalowane po wypieczeniu. Co ciekawe, po malowaniu straciły pierwotną twardość i  są lekkie i miękkie. Każdy z nich był osobno zapakowany w szeleszczącą bibułkę, a całość umieszczona w rozkosznym pudełeczku o barwie śródziemnomorskiego morza…Jak zawsze, prezent dopracowany w każdym estetycznym detalu. Dziękuję!


Ten w kącie to storczyk. Ma zaczątki małej hodowli. Wiewiórki dostaję zawsze, w różnych wersjach - z masy, plasteliny, a raz nawet uszytą własnoręcznie jako maskotkę - przytulankę. Wielbicielką wiewiórek jest się zawsze;).


"Rodzinka biedronek na lodówce? Jasne. Tylko trzeba przykleić magnesy."
Totalnie urzekające i urocze.


 "...A ten możesz sobie sama pomalować." To maleństwo ma bonusik - malutką pętelkę, na której można je powiesić.


8/18/2010

Villa Nova


Zieleń, woda, bladoróżowe lilie. Korytarze zbudowane z liści. Słońce grające w światło - cienie na ziemistych ścieżkach. Czy tam naprawdę mieszkał król? Czy to te same ścieżki, którymi on się przechadzał?



Wilanów to ogrody porządku, kwiatowe dywany (fioletowe, różowe i żółte), ale gdy się od nich oddali można zaznać tej odrobiny dzikości. Włożyć stopy do chłodnej wody (co za ukojenie w upalny dzień !) i cieszyć się, że zostawiają mokre ślady. A najlepiej jest wtedy, kiedy ten czas, ten łyk oddechu spędza się z bliską osobą, niewidzianą od dawna. Czas nie nadgryza przyjaźni:) .

  
 

8/08/2010

Before the summer ends

She made me give my promise,
a terrifying promise,
it's not the kind of promise made every day.
To desecrate a temple, to trample on a flower,
to catch a butterfly and simply tear off its wings,
it's worse than all of these things*. 



Kiedy skończyły się gorące dni, zniknął mój gorący zapał. Chłód wiruje w powietrzu, mieszając się z drobinami słońca. Wczoraj i Dziś wybieram ubrania jesienne – w barwach wieczornych drzew i ciemnej czekolady.  Podczas spaceru z psem myślę o herbacie (cynamonowej czy waniliowej?), którą będę piła, kiedy liście zmienią kolor i o rozgrzewających zupach, które będę przygotowywać. Każdy czas oferuje nowe możliwości. Każdy inspiruje.

Któregoś ranka zapowiadającego gorący dzień obudziłam się z myślą o koszyku. Ta wizja pojawiła się gdzieś między światem snu a jawy, zupełnie niespodziewanie. A może spodziewanie, skoro dzień wcześniej myślałam na czym będę trenować cierpliwość? „Zrobić coś, coś namalować? Nie. A może wyszyć?”. Hmm. No dobra. Ja w upale, ja w upale, kiedy krople wilgoci zdobią skórę, kiedy wysiłek intelektualny jest niemożliwy, wtedy pozwalam sobie o uśpienie umysłu, a pobudzenie ciała. Niech ręce pracują. Mam rezultaty, jeszcze tylko trzeba nad nimi popracować.



Koszyk (filc, drobne koraliki, nić – igła - nożyczki, magnes, czas). Myślałam nad letnim koszem z kwiatami. Barwnymi i lśniącymi. Pomysł z sennej pobudki zawisł na drzwiach lodówki, ponieważ wszyłam w niego magnes.

Motyl. (idea nieskończona) Głodna wyszywania poszukałam inspiracji. Jest. Wisi i błyszczy, orientalny motyl – zawieszka z Empiku, kupiony w czasie zimowej wyprzedaży. Dobry wzór. Na razie mam jedynie pół motyla, czeka na doszycie mu tyłu, wypchanie go i zrobienie zawieszki.

Lato nie budzi mojego zaufania. Choć może jeszcze wrócą upalne dni, zanim słońce zdąży wyblaknąć.

*Dracula musical.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka